Search The Query
Search
Introligatornia
  • Home
  • Technologie
  • Wąskie gardło po druku – dlaczego szybsza maszyna drukująca nie zawsze zwiększa wydajność zakładu?

Wąskie gardło po druku – dlaczego szybsza maszyna drukująca nie zawsze zwiększa wydajność zakładu?

Nowa maszyna drukująca może wyprodukować więcej arkuszy w ciągu godziny, ale nie oznacza to automatycznie, że drukarnia zrealizuje więcej zleceń. Po wydruku arkusze trzeba jeszcze pociąć, sfalcować, zebrać, skleić, oprawić albo poddać innym operacjom. Jeśli ten etap pracuje wolniej niż druk, przed introligatornią zaczyna rosnąć kolejka. Maszyna drukująca kończy kolejne zlecenia, lecz gotowe produkty nadal nie opuszczają zakładu.

Wydajność zakładu wyznacza najwolniejszy etap

Produkcja poligraficzna tworzy ciąg powiązanych operacji. Przygotowalnia przekazuje zlecenie do druku, druk dostarcza arkusze do dalszej obróbki, a introligatornia nadaje produktowi końcową formę.

Jeżeli maszyna drukująca pracuje szybciej niż urządzenia do wykańczania, wzrost jej prędkości nie rozwiązuje problemu. Powiększa jedynie zapas półproduktów oczekujących na kolejną operację.

Dlatego przy planowaniu inwestycji trzeba analizować cały przepływ produkcji, a nie samą liczbę arkuszy drukowanych na godzinę. Nowoczesne maszyny introligatorskie mogą przejąć większy strumień produkcji dzięki automatyzacji ustawień, szybszym przezbrojeniom i ograniczeniu ręcznych czynności operatora.

Krótkie zlecenia zmieniają znaczenie prędkości

Przy długim nakładzie wysoka prędkość robocza mocno wpływa na czas wykonania zlecenia. Przy krótkich seriach równie ważne stają się przezbrojenia.

Falcerka może osiągać wysoką prędkość, ale jeśli operator przez kilkanaście minut ustawia ją przed każdym kolejnym zadaniem, duża część czasu produkcyjnego znika między nakładami. Podobny problem dotyczy systemów cięcia, oklejarek czy składarko-sklejarek.

Automatyczne ustawianie formatów, zapamiętywanie parametrów zleceń oraz sterowanie poszczególnymi modułami z jednego panelu skracają czas przygotowania maszyny. Przy wielu niewielkich nakładach takie rozwiązania mogą wpływać na rzeczywistą wydajność bardziej niż sama maksymalna prędkość urządzenia.

Gdzie najczęściej powstaje kolejka?

Źródło przestoju zależy od profilu drukarni. W produkcji książek problem może pojawić się przy zbieraniu składek, klejeniu bloków lub docinaniu gotowych egzemplarzy. Przy broszurach ograniczeniem bywa falcowanie. Przy opakowaniach wąskie gardło może powstać podczas składania i klejenia.

Znaczenie ma również liczba operatorów. Szybkie urządzenie nie wykorzysta swoich możliwości, jeśli wymaga ciągłego ręcznego odbierania i układania produktów. Z tego powodu producenci rozwijają automatyczne systemy podawania, odbioru i paletyzacji.

Szybszy druk może ujawnić problem, który wcześniej pozostawał niewidoczny

Modernizacja parku maszynowego często zmienia proporcje między poszczególnymi działami. Starsza maszyna drukująca mogła dostarczać arkusze w tempie, z którym introligatornia bez problemu sobie radziła. Po jej wymianie ten sam dział wykończeniowy nagle otrzymuje znacznie więcej pracy.

Wtedy rosną stosy arkuszy oczekujących na obróbkę, wydłuża się czas realizacji zlecenia, a pracownicy muszą częściej zmieniać kolejność zadań. Sama inwestycja w szybszy druk nie przynosi więc oczekiwanej poprawy przepustowości całego zakładu.

Liczy się czas od pliku do gotowego produktu

Wydajna drukarnia nie powinna oceniać produkcji wyłącznie przez prędkość maszyny drukującej. Znacznie więcej mówi czas potrzebny na przeprowadzenie zlecenia przez wszystkie etapy – od przygotowania danych aż po gotowy produkt. Jeśli druk przyspiesza, cięcie, falcowanie, oprawa i inne procesy muszą być gotowe na większy strumień pracy. Dopiero zrównoważenie całego ciągu pozwala zwiększyć liczbę zleceń opuszczających zakład.

Sprawdź także